Kuźnia projektów

Po prostu drugi dom

Jest alkohol, przemoc, zaniedbanie. Brakuje troski, opieki i dobrych wzorców. Dzieci z rodzin dysfunkcyjnych wymagają pomocy i dodatkowego wsparcia spoza kręgu rodziny. W Ciechanowie taką kompleksową pomoc – terapeutów, pedagogów i wychowawców – otrzymują podopieczni Placówki Wsparcia Dziennego. Placówkę w ramach unijnego projektu „Dzieci – nasza wspólna sprawa” powołał do życia Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie.

Trwają wakacje, więc teoretycznie sale budynku przy ul. Powstańców Wielkopolskich 1a w Ciechanowie powinny świecić pustkami. Jednak Placówka Wsparcia Dziennego działająca w strukturach Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej (MOPS) nawet w upalne dni rozbrzmiewa dziecięcymi głosami. Jej podopieczni przerwę zrobili sobie tylko od szkoły. Do Placówki przychodzą codziennie, bo każdego dnia coś się tu dzieje. – Teraz, w wakacje, placówka jest otwarta od godziny 8 do 16 – mówi Bogusława Kaszuba, kierownik Placówki Wsparcia Dziennego. – Cały czas są jakieś zajęcia, atrakcje: chodzimy na gokarty, na basen. Robimy grilla. Są zajęcia muzyczne, dzieci uczą się grać na instrumentach. Latem to trochę przypomina półkolonie. Ta wakacyjna frekwencja jest najlepszym dowodem na to, że dzieci czują się tutaj dobrze.

Co jest ważne

Ciechanowska Placówka Wsparcia Dziennego nie jest zwykłą świetlicą, w której dzieci spędzają czas po szkole. Jest czymś więcej – ich drugim domem. Taką rolę poniekąd musi spełniać – została powołana po to, by wspierać rodziny w opiece i wychowaniu dzieci z rodzin przeżywających trudności w wypełnianiu funkcji opiekuńczo-wychowawczych z różnych przyczyn. Najczęściej jest to niestety alkohol, przemoc, przestępczość lub narkotyki. Naboru podopiecznych, tj. 28 dzieci w wieku od 8 do 15 lat, dokonali pracownicy socjalni MOPS w Ciechanowie. To oni najlepiej znają sytuację rodzin, wiedzą, gdzie problemy są największe i gdzie pomoc jest najbardziej potrzebna. Oczywiście rodzice dzieci musieli wyrazić zgodę na ich udział w projekcie. – Dostaliśmy nowy, ładny budynek od miasta, już przystosowany do pełnienia swoich funkcji, wyposażony – mówi Bogusława Kaszuba. Pomieszczeń jest sporo, są trzy sale – dwie, gdzie dzieci odrabiają lekcje, gdzie jest telewizor, Xbox, mamy trochę zabawek, gier planszowych. Trzecia sala jest duża. Tam dzieci uczą się tańca, śpiewu, występują na różnych uroczystościach. Sala ma lustra, odbywa się tam też rytmika. Jest też mały pokój, gdzie odbywają się spotkania indywidualne z psychologiem i pedagogiem. Jest pokój wychowawców, szatnia dla dzieci, łazienki. I pokój socjalny, gdzie jest lodówka, mikrofalówka.

 

 

W roku szkolnym Placówka jest otwarta od godziny 10 do 18. Pierwsze dzieci pojawiają się już około 11. Zaraz po szkole zjadają mały posiłek, a potem odrabiają zadania domowe pod okiem wychowawców. To właśnie codzienne, systematyczne wsparcie edukacyjne przyniosło wspaniały efekt – w tym roku wszystkie dzieci zdały do następnej klasy. Te dobre świadectwa to wielki sukces. Duży nacisk położony jest właśnie na edukację. – Dzieci mają zajęcia dydaktyczno-wyrównujące. Z języka polskiego, z matematyki, z języka angielskiego, z informatyki. Uczą się także technik uczenia, zapamiętywania. Miały też zajęcia obywatelskie i wiele innych – wymienia Bogusława Kaszuba. Mają do dyspozycji wychowawców, ale też specjalistów – choćby pedagoga, psychologa czy logopedę. To z nimi nadrabiają deficyty, np. starają się wyeliminować wady wymowy. Jednak ta praca byłaby niemożliwa, gdyby nie atmosfera, która panuje w Placówce. – Na początku było dużo krzyku, agresji ze strony dzieci, trudno było o spokojny, normalny kontakt – mówi Bogusława Kaszuba. – W tej chwili jest cisza, każdy jest czymś zajęty, dzieci nauczyły się pewnych zasad. Wiedzą, co mają robić, jak przyjdą ze szkoły, gdzie mają powiesić plecak. Co po kolei robimy, o której godzinie. One się poczuły bezpiecznie. Wiedzą, jakie są zasady, jak ze sobą rozmawiać, nie denerwują się, nie burzą, nie krzyczą. Chwalą się, jak dostaną dobrą ocenę, pokazują zeszyty. Bezpieczeństwo, spokój, jasne zasady – tego tym dzieciom często brakuje w domach rodzinnych. A tutaj to otrzymują. Oczywiście praca z dziećmi nie odbywa się w próżni. Placówka prowadzi szereg zajęć również dla rodziców. To spotkania ze specjalistami np. od radzenia sobie z przemocą czy terapeutą ds. uzależnień. Na początku projektu zainteresowanie rodziców było większe, teraz niektórzy traktują pomoc w opiece nad dziećmi jak oczywistość, niektórzy unikają kontaktu z wychowawcami. Czasami trzeba poważniejszej interwencji – w przypadku jednej rodziny trzeba było ustanowić kuratora. – Te dzieci, gdy do nas trafiły, były naprawdę zaniedbane – mówi Bogusława Kaszuba. – Często nie znały choćby podstawowych zasad higieny. Rodzice nie kupują im książek czy rzeczy potrzebnych do szkoły. I w wielu przypadkach to wcale nie jest tak, że te rodziny są ubogie. Na pewno biedne są dzieci – na ich potrzeby brakuje, na inne rzeczy w tych domach pieniądze się znajdują. Po prostu potrzeby dzieci nie są priorytetem.

Rozwój na wielu poziomach

Dla każdego dziecka placówka prowadzi ścieżkę reintegracji społecznej – raz na trzy miesiące wychowawcy i terapeuci spotykają się i rozmawiają o każdym podopiecznym. – Podsumowujemy efekty, postępy, jakie robi dziecko. Określamy, czego jeszcze potrzebuje, co dalej można mu zaproponować – mówi Bogusława Kaszuba. W Placówce dzieci czują się zaopiekowane, dostrzeżone, bezpieczne. Dzięki temu nie tylko nadrabiają zaległości, ale też mogą się rozwijać. – Wiele z nich ujawnia talenty – mówi Bogusława Kaszuba. – Działają koła zainteresowań, plastyczno-florystyczne, fotograficzne. Te dzieci robią wspaniałe rzeczy, aż dech zapiera. Są naprawdę zdolne.

Placówka stara się, aby podopieczni spędzali czas efektywnie i ciekawie. Nie brakuje atrakcji – są imprezy, wspólne świętowanie, wyjazdy, wyjścia na basen, a zimą też na lodowisko. Dzieci były na wycieczce w Warszawie, zwiedzały stolicę, były w Łazienkach, zachwycały się Centrum Nauki Kopernika. Na wiele wydarzeń udaje się pozyskać dodatkowe wsparcie od sponsorów. Dzięki temu zwiedzano też Stadion Narodowy – jeden ze sponsorów opłacił wejście z przewodnikiem, a inny transport.

W Placówce dzieci obchodzą imieniny, urodziny – nierzadko po raz pierwszy. Są chwalone, nagradzane. A najgorszą karą – jak same mówią – byłoby dla nich nieprzychodzenie tutaj. Projekt kończy się we wrześniu tego roku, ale będzie funkcjonował kolejne dwa lata, dzięki środkom Miasta. Wsparcie będzie mniejsze, ale Bogusława Kaszuba wierzy, że uda się pozyskać kolejne dofinansowanie unijne.

Autostrady, drogi czy mosty – wszystkie twarde inwestycje, na których widnieją unijne tabliczki, są spektakularne i widoczne gołym okiem. W przypadku dzieci z zaniedbanych środowisk pomoc wymaga ogromnego wysiłku, cierpliwości i konsekwencji. Wiele zmian dokonuje się – jak w Ciechanowie – miesiącami codziennej pracy u podstaw. Jednocześnie ta praca przynosi realne i długofalowe efekty, bo zmieniając dzieciństwo, można zmienić całe życie.

Monika Wierżyńska